Ceny paliw to tylko czubek góry lodowej

Właściciele stacji paliw choć są przyzwyczajeni do ciągłych trudności to rzeczywistość niestety często ich zaskakuje. Ostatnie tygodnie to znowu jedna wielka udręka z tym, jak sobie poradzić z rosnącymi kosztami zakupu paliw i utratą marży. Ceny hurtowe paliw to obecnie: 4,222 za litr na ON i 3,968 za litr na Pb. Dotyczy to zarówno Orlenu czy Lotosu, różnice są groszowe. Przeliczając na ceny netto otrzymamy, że cena zakupu oleju napędowego obecnie wynosi 5,20 zł/litr zaś benzyny 4,88 zł/litr. Co do gazu tu cena brutto hurtowa w zakupie wynosi 2,55 zł/litr. Z drugiej strony zaś ceny detaliczne na stacjach paliw kształtują się: dla oleju napędowego w granicach 5,05 do 5,18 zł/litr, dla benzyny podobnie. Nadmienić przy tym trzeba, że dolne progi przede wszystkim występują na stacjach koncernowych, w tym Orlenu i Lotosu. Niepokojąca też jest struktura cen dla gazu LPG od 2,35 do 2,58 zł/litr. Wyraźnie można zauważyć, że ceny hurtowe paliw no oleju i gazie na pewno przewyższają ceny detaliczne na wszystkich stacjach paliw, a na benzynie jest tylko troszkę lepiej i ta różnica kształtuje się na poziomie 14 groszy. Warto dodać, że dolną granicę widełek cen detalicznych można napotkać na stacjach należących do dużych koncernów. Z powyższego wynika, że o rentowności sprzedaży paliw decydują formuły upustów uzyskiwanych przez właścicieli stacji paliw. Nie trudno się domyślać, że skala upustów na pewno jest inna dla koncernów kupujących paliwa w Orlenie czy Lotosie, niż dla właścicieli niezależnych stacji paliw posiadających jedną, dwie, czy nawet kilka stacji paliw. W wielu regionach stacje niezależne muszą utrzymywać ceny sprzedaży na poziomie cen proponowanych przez koncerny, co przy upuście nawet 20 groszy na oleju napędowym, gwarantuje im około 15 groszy marży co stanowi niecałe 3% ceny paliwa. Trochę lepiej jest na benzynach, tam marża przekracza 4%. Czy będzie kiedykolwiek możliwe aby właściciel niezależnej stacji paliw mógł zakupić paliwo w takiej samej cenie, jak kupuje koncern zachodni od naszego koncernu? Czy nie można tego potraktować za formę dumpingu cenowego, szczególnie w niektórych regionach?  Czy taka marża wystarczy na utrzymanie obiektu pod nazwą „stacja paliw” z zapewnieniem godziwego wynagrodzenia pracownikom? 

Utrzymanie stacji paliw to przede wszystkim realizacja zobowiązań wobec urzędów państwowych, dopiero potem opłaty związane z obiektem (media). Ta skromniutka marża musi wystarczyć na pokrycie kosztów związanych z opłatami za: coroczną koncesję, dozór techniczny zbiorników, pomiar skuteczności odsysania oparów, sprzedaż artykułów monopolowych, podatek od nieruchomości, przeglądy techniczne itd. 

Największym składnikiem kosztowym jest coroczna opłata za posiadaną koncesję. Jest ona liczona jako 0,0004 obrotu netto na paliwach za poprzedni rok i sięga w granicach od kilku do ponad kilkuset tysięcy złotych. Przy tym górna granica dla firmy wynosi milion złotych. Taką kwotę na pewno płacą koncerny, ale jest ich tylko kilka, a obroty tych koncernów są na tyle duże, że opłata w wysokości miliona złotych jest nieadekwatna. Z powyższego wynika, że gro wpływów z tytułu koncesji do Urzędu Regulacji Energetyki pochodzi od niezależnych właścicieli stacji paliw. Zawsze płacą oni od wielkości obrotu. Można by się pokusić na stwierdzenie, że od koncernów wpływa około 10 milionów złotych, zaś od niezależnych operatorów co najmniej 45 milionów złotych przy założeniu około 3 tysięcy stacji niezależnych i średniej opłaty 15 tysięcy złotych na stację. Wnioski nasuwają się same, Urząd Regulacji Energetyki od 2000 roku praktycznie żywi się opłatami od niezależnych operatorów i tak na prawdę im w zamian nic nie daje (poza karami). Ponadto ten przepis o opłatach faworyzuje koncerny. Można tylko pomarzyć co by było, gdyby opłaty były pobierane sprawiedliwie od wielkości osiąganego obrotu, albo nie byłyby pobierane wcale. Nadmieniamy, że za wydanie lub przedłużenie koncesji pobierana jest ekstra opłata. Tyle się mówi o pomocy dla małych i średnich przedsiębiorstw, to czy nie należałoby pomyśleć o wprowadzeniu również dolnej granicy obrotu na paliwach, poniżej której właściciel stacji paliw byłby zwolniony od corocznej opłaty koncesyjnej? Na pewno nadal też bulwersuje pobieranie ponownej opłaty za wydanie koncesji właścicielowi stacji paliw, który nie zmieścił się w półtorarocznym terminie wyprzedzenia zgłoszenia przedłużenia kończącej się koncesji. Tu po upływie 5, a nie raz więcej lat, Urząd Regulacji Energetyki występuje do właścicieli stacji paliw z wnioskiem o dokonanie wspomnianej, ponownej opłaty z naliczeniem odsetek, traktując to jako uchybienie i warunkując, że w wyniku wspomnianego spóźnienia właścicielowi stacji paliw nie następuje przedłużenie koncesji, lecz wydanie nowej. Wpłacane ponownie kwoty są rzędu średnio od kilkunastu do nawet kilkuset tysięcy. Kto zdążył dzień przed półtorarocznym terminem nie płaci, kto się o jeden dzień spóźnił – płaci. Jest to karygodne i po 5 latach można by przypuszczać, że wymyśla się kruczki prawne dla partykularnych urzędniczych interesów. Na pewno nie ma to nic wspólnego z poczuciem sprawiedliwości społecznej. Trzymając się tematu, niepokojem napawa też brak wydawania koncesji obejmujących nowe definicje paliw. W maju ubiegłego roku trzeba było wystąpić o aktualizację koncesji, która tak na prawdę zakończyła się wydawaniem nowej koncesji, pamiętając o skali dokumentów potrzebnych do złożenia. Sytuacja ta stwarza niepewność u przedsiębiorcy w skali prowadzenia swojej firmy, której działalność oparta jest na koncesjonowaniu, a opłaty się bierze…

Wśród wspomnianych na wstępie kosztów na pewno trzeba wyróżnić opłaty za coroczny dozór zbiorników. Przy kontroli za każdy zbiornik (wliczając w to też np agregat gaśniczy) praktycznie trzeba płacić około 500 zł, nie sposób pominąć około 100 zł opłaty za każdy wąż dystrybutora badany przez Urząd Dozoru Technicznego w zakresie odsysania oparów, świadectwa legalizacji dystrybutorów też kosztują. Nie zapominajmy też o przeglądach i kontrolach przeprowadzanych przez PSP i nadzory budowlane. Do wyżej wymienionych czynności urzędniczych, właściciel stacji paliw powinien mieć wszystko przygotowane technicznie i organizacyjnie, tak więc nie powinno być opłat za czynności urzędnika, wypełniającego swoje obowiązki, on ma swego pracodawcę. Powyższe opłaty to sztuczny twór na podreperowanie urzędowych budżetów. Ciekawe jest, że przy liczeniu podatku od nieruchomości, wiata na stacji paliw jest budynkiem i jest tak samo opodatkowana jak budynek na stacji paliw. Skala podatku dochodowego jest niebagatelna, dla małej stacji to kilkanaście tysięcy złotych rocznie. Suma rocznych opłat urzędowych nakładanych na niewielką stację paliw to rząd około 50 tysięcy złotych, a co dopiero pomyśleć o obiektach średniej wielkości.

Z przykrością trzeba stwierdzić, że ostatnio wśród właścicieli niezależnych stacji paliw jest odczucie nasilenia się intensywności przeprowadzonych kontroli. Dotyczą one praktycznie całego zakresu prowadzonej działalności. Przeprowadzają je różne urzędy, poczynając od KAS, UOKiK, PIH, a kończąc na Sanepidzie. Trudno odczuć, żeby te kontrole odzwierciedlały walkę z szarą strefą. Są uciążliwe i w wielu przypadkach następują jedna po drugiej. Nadal irytuje traktowanie właściciela stacji paliw z góry, jako nieprzestrzegającego przepisów. Należałoby się tu spodziewać większej wyrozumiałości i zaufania, a mniej podejrzliwości.

Pragnieniem byłoby, że problemy właścicieli stacji paliw nie będą stanowiły dla Włodarzy naszego Państwa tylko wierzchołka góry lodowej, lecz wszyscy ci, którzy decydują o regułach gospodarczych zanurzą się głębiej i poznają rzeczywistą skalę problemów małego przedsiębiorcy. Liczymy, że wprowadzane przez Rząd regulacje, wspomagające małe i średnie przedsiębiorstwa, będą też odczuwalne dla stacyjników.